20 paź 2010

jak mnie to śmieszy, nigdy chyba śmieszyć nie przestanie. to wieczne użalanie się nad sobą i już praktycznie nieprzerwany ciąg żalów jacy to faceci nie są beznadziejni. ciężko mi powiedzieć, że niektórzy nie są chujami, bo są (sprawdzone na sobie i zatwierdzone), ale tak naprawdę połowa tych "chorych, popierdolonych" sytuacji jest winą nikogo innego jak naszą (czyt. kobiet/dziewczyn/lasek - jak kto woli). parę słów samokrytyki jeszcze nikomu nigdy nie zaszkodziło. ale wracając do tematu, to tak zdaję sobie sprawę z tego, że naraziłam się połowie populacji kobiet, która jest stanowczo przeciw temu, że faceci są mniej chujowi niż kobiety (oczywiście w sposób nic z naturą niemający wspólnego). tak czy inaczej, sama muszę przyznać, że wśród moich, jakże licznych (tak to była ironia), związków tylko jeden był naprawdę absolutnie pokurwiony (i co ważne nie z mojej winy), a tak to przyznać się muszę, że częściej ja nawalam/nawalałam. zazwyczaj to jednak ja robię coś źle, bo coś jest dla mnie oczywiste, a jednak nie jest. co tu dużo gadać i tak jest zajebiście.

5 paź 2010

Mały nerwus ze mnie? Czasem naprawdę zastanawiam się czy nie powinnam iść się leczyć. Jak to jest, że opanowanie nerwów, emocji dla niektórych jest błahostką? Chyba coś podobnego się już nie raz pojawiło w mych rozmyślaniach, nieważne.
Całkowite rozdrażnienie. Nie wiem czy spowodowane pierwszym tygodniem studiów, początkiem nerwicy, czy tęsknotą za seksem. Ciężko powiedzieć, ale w każdym razie już nie chcę tak.

21 wrz 2010

Tak siedząc dziś w domu, pragnąć wyjść się napić stwierdzam, że w sumie nie ucząc się chwilowo nie mam co robić. Na jutro plany owszem zostały poczynione, ale tak to nic. Szczególnie jak jestem tu teraz bez Onego mego Jedynego. Ale jutro zdjęcia, trochę to pociesza, choć wieczna zagadka 'i co niby kurwa mam na siebie włożyć' nie wróży spania do 12.
A ja wciąż narzekam, trzeba będzie nad tym popracować, może faktycznie powinnam w ramach wf-u zapisać się na Tai Chi Chuan by 'wyciszyć swój umysł i ciało'. Już się tam widzę ^^"

16 wrz 2010

.

Niemożliwie zestresowana, wręcz zesrana.
Boję się i nic na to nie poradzę. Możliwe, że naprawdę jestem jakimś pogiętym psycholem, znerwicowaną dziewczynką. Bo niby czym się przejmować. Nawet jeśli nie zaliczę w tym momencie, to mam jeszcze konsultacje, ale i tak.
Odpowiedzcie mi na jedno, zajebiście ważne pytanie: dlaczego niektórzy potrafią podejść do tego wszystkiego (w tym przypadku do poprawki) normalnie, jak do zwykłej rzeczy (zwykłej odpowiedzi ustnej, zwykłej rozmowy)?
A ja oczywiście muszę to przeżywać jak mrówka okres i do tego wszystkiego okres słonia. 
Przesrane, naprawdę.

12 wrz 2010

bo żeby tak zacząć...

jak to szybko można się przestawić z jednego na drugie. tylko dlaczego piszą to teraz muszę tłumaczyć sobie wszystko z angielskiego, który mi się nawija pierwszy, na polski. pojebane ciutkę.
w każdym razie nie wiem. nie wiem co pisać, nie wiem jak pisać.
może zamiast pisać znowu usiąść do nauki? zaraz i tak w ten sposób zrobię, ale jeszcze chwilka relaksu nie zaszkodzi.