20 paź 2010
jak mnie to śmieszy, nigdy chyba śmieszyć nie przestanie. to wieczne użalanie się nad sobą i już praktycznie nieprzerwany ciąg żalów jacy to faceci nie są beznadziejni. ciężko mi powiedzieć, że niektórzy nie są chujami, bo są (sprawdzone na sobie i zatwierdzone), ale tak naprawdę połowa tych "chorych, popierdolonych" sytuacji jest winą nikogo innego jak naszą (czyt. kobiet/dziewczyn/lasek - jak kto woli). parę słów samokrytyki jeszcze nikomu nigdy nie zaszkodziło. ale wracając do tematu, to tak zdaję sobie sprawę z tego, że naraziłam się połowie populacji kobiet, która jest stanowczo przeciw temu, że faceci są mniej chujowi niż kobiety (oczywiście w sposób nic z naturą niemający wspólnego). tak czy inaczej, sama muszę przyznać, że wśród moich, jakże licznych (tak to była ironia), związków tylko jeden był naprawdę absolutnie pokurwiony (i co ważne nie z mojej winy), a tak to przyznać się muszę, że częściej ja nawalam/nawalałam. zazwyczaj to jednak ja robię coś źle, bo coś jest dla mnie oczywiste, a jednak nie jest. co tu dużo gadać i tak jest zajebiście.
5 paź 2010
Mały nerwus ze mnie? Czasem naprawdę zastanawiam się czy nie powinnam iść się leczyć. Jak to jest, że opanowanie nerwów, emocji dla niektórych jest błahostką? Chyba coś podobnego się już nie raz pojawiło w mych rozmyślaniach, nieważne.
Całkowite rozdrażnienie. Nie wiem czy spowodowane pierwszym tygodniem studiów, początkiem nerwicy, czy tęsknotą za seksem. Ciężko powiedzieć, ale w każdym razie już nie chcę tak.
Całkowite rozdrażnienie. Nie wiem czy spowodowane pierwszym tygodniem studiów, początkiem nerwicy, czy tęsknotą za seksem. Ciężko powiedzieć, ale w każdym razie już nie chcę tak.
Subskrybuj:
Posty (Atom)